Popularne posty

czwartek, 15 maja 2014

O takich pannach, co niebieskie oczka mają
 
 Zdjęcie z zasobów GOOGLE
   Nasze znajome blogerki: Łucja ("Szkiełkiem, okiem i sercem") i Jolanta ("Lilarose") upamiętniły niemal równocześnie  wczorajszy Dzień Niezapominajki. Na pewno  nie umawiały się, ale obie zainspirowały mnie, ponieważ niezapominajki to prześliczne kwiatuszki tworzące błękitne kobierce, a przy tym posiadające jakąś magię, że oczu od nich oderwać nie sposób. 
   "Niezapominajki,
     to są kwiatki z bajki,
     modre oczka mają,
     modre oczka mają...." - śpiewała mi  w dzieciństwie Matula i stąd zapewne  mój sentyment do tych kwiatuszków, czarujących swą panieńską delikatnością, czystością, niewinnością, pięknem.
  Na wsi, gdzie wychowywałem się, zdobiły łąki, zwłaszcza nad stawem i nad rowem. Tam często zanurzałem się w trawie, podglądając z bliska  różne żuczki, motyle. Rwałem niezabudki , żabie oczka - bo tak  również nazywali niezapominajki  ludzie  w tej wsi - i zanosiłem Matuli, która robiła z nich bukiety. Miejscowe dziewczyny pasące krowy, wiły z nich wianuszki przeplatane białymi  stokrotkami i złotymi kaczeńcami.
To za moja działką.(Kliknij łapkę, by powiększyć)

     To pamietam z dzieciństwa. A teraz, patrząc na swoją działeczkę i jej otoczenie pełne niebieskich kęp niezapominajek, za każdym razem wracam wspomnieniami do tego beztroskiego dzieciństwa. Kiedy biorę się za koszenie trawy za płotem działki, gdzie przebiega rów,  małżonka upomina, bym jeszcze poczekał, aż niezapominajki przekwitną i rozsieją się same, by wiosną przyszłego roku znów cieszyć nasze oczy  swoją niezwykłą urodą.

poniedziałek, 28 kwietnia 2014

Mojemu Świętemu Janowi Pawłowi II





SANTO  SUBITO !
              (Słychać chóry aniołów - daleki śpiew wielkanocnej  pieśni - na końcu słychać:    "Alleluja! Alleluja!")

                                                       Ku niebu, on ku niebu, ku niebu ulata!
                                                       I od stóp jego wionęła
                                                       Biała jak śnieg szata ….  (A. Mickiewicz, Dziady cz. III,

                                                                                                      Widzenie Księdza Piotra  ) 

                                                      

Kim byłeś,

 że Piotr już Cię widział

w apogeum naszego dramatu?



Kim byłeś 

 w wizjach wieszczych

ujarzmionego narodu?



Kim byłeś

w objawieniu fatimskim

spełnionym niedawno?



Kim byłeś

w  stwórczym zamyśle Ojca,

nim zszedłeś

tę ziemię  odmienić

i wiosnę w Kościele uczynić,

wiarę w narodach ożywić,

mury obalić,

cierpieniem Miłość rozpalić?



Kim  byłeś,

przez życie idąc  po ludzku,

zwyczajnie,

Krzyż swój i innych

dźwigając, 

Matki

posłuszny wezwaniom,

by siłę, moc Ducha ukazać?



Kim byłeś,

że z Twoim  do Domu Ojca

 odejściem

świat zamarł na chwilę,

widząc, jak Księgi

wiatr karty zamknąwszy,

epokę nową zaczynał?

…………………………………….

A rzesze,

 płacząc , wołały :

SANTO SUBITO!

SANTO SUBITO!...

…………………………………….

I dopełniło się

SŁOWO PANA

na oczach Świata…

Święty! Święty!

Alleluja!

                                                            27 kwietnia 2014 – Święto Miłosierdzia Bożego,

                                                                Kanonizacja  Ojca Świętego, Jana Pawła II   

wtorek, 15 kwietnia 2014

Wszystkim moim Przyjaciółkom i Przyjaciołom, a także Znajomym i Nieznajomym Czytelnikom tego bloga z okazji zbliżających się Świąt Zmartwychwstania Pańskiego życzę radosnego przeżywania TAJEMNICY WIELKANOCNEGO PORANKA w rodzinnym gronie, w atmosferze radości i miłości. Niech Chrystus Zmartwychwstały obdarzy Was wszelkimi potrzebnymi łaskami  na każdy dzień Waszego życia.
 Z różnych przyczyn, częściowo niezależnych ode mnie, nie będę przez jakiś czas obecny na blogach / zdrowy jestem i nic mi nie grozi na razie, więc proszę się  nie martwić/. Jak czas pozwoli, to wrócę. Z tych samych powodów, osobnych życzeń na zaprzyjaźnionych blogach  nie będę pisał.

piątek, 21 marca 2014

Wiosna, ach to ty



"Wiosna, ach to ty"

   To już wiosna na pewno - i kalendarzowa,  i astronomiczna. A ja jestem z nią już od paru tygodni w komitywie wielkiej, wędrując prawie każdego dnia na działkę, do pasieki, gdzie ruch  ogromny z chwilą pojawienia się pierwszych kwitnących krokusów i śnieżynek. To nie to, co było w ub. roku, gdy liczyłem straty w  rodzinach pszczelich, gdy śnieg , deszcz, wiatr i zimno dręczyły nas do samych Świąt Wielkanocnych. W tym roku wszystkie pszczoły doskonale mi przezimowały i  rozwijają się już  ich nowe pokolenia, co postrzegam, patrząc na poidło oblegane przez robotnice czerpiące wodę. A ile przy tym wesołego brzęczenia - aż serce się raduje.
    Także porządkuję całą infrastrukturę pasieczną i przygotowuję ją do sezonu, który zapowiada się optymistycznie. Tu, na działce , w pasiece  uspokajam swoje nerwy, odrywając się na cały dzień od doniesień z Krymu, od tego wszystkiego zła, które czyni "car Putin" - bandyta , mały, współczesny  Hitlerek.
    Wiosna niesie nowe nadzieje, pozwala planować, pobudza do działania. I dlatego tak lubię wiosnę. "Wiosna, ach to ty!"


Zapraszam też do  : www.przedspiew.bloog.pl

niedziela, 26 stycznia 2014

OBRAZY

Witam po dłuższej przerwie. 
 Czasem uciekam od wszystkiego w zupełnie inny świat, o którym, będąc dzieckiem, marzyłem (o czymże jeszcze nie marzyłem?) i który miałem zdobywać pędzlem i farbami.
     Skończyłem odpowiednią szkołę średnią, ale marzenia poniosły mnie ku innej muzie, Melpomenie, która, dawszy mi kosza oficjalnie, nie opuściła jednak zupełnie i towarzyszyła przez lata belferskiej mitręgi, dając też liczne  powody do satysfakcji, jednakże bez sławy w blasku jupiterów.
    Swoje nabyte w szkole średniej umiejętności, niewątpliwie rodzinnym talentem poparte,  wykorzystuję stale, a raczej wykorzystują je inni, bowiem wszelkie moje obrazy - kopie i własnego pomysłu dzieła - zdobią ściany przyjaciół i rodziny jako prezenty z różnych okazji, hojnie rozdawane. Dziś, u schyłku swojej świetności życiowej (patrz poprzedni wpis) postanowiłem, z inspiracji specjalistki od zabytków, naszej  zacnej Haneczki, pokazać kilka swoich wcześniejszych i ostatnich prac,  chwaląc się jak pan Onufry słowami : "Jam ci to sprawił!"


Moja wnuczka, już wyrosła i zmieniła się. Ten portret otrzymała jako prezent pierwszokomunijny




Wcześniej jednak taki sam prezent w postaci portretu otrzymał wnuk . Też już wyrósł z dziecięcych lat i zaczyna rozdmuchiwać pod nosem młodzieńczego wąsika.




 Lubię kopiować  Kossaków. To już trzeci obraz Wojciecha Kossaka pt."Orlęta lwowskie"  , który skopiowałem w oparciu o mocno uszkodzoną reprodukcję dzieła mistrza. Przy ostatniej, którą wykonałem 2 lata temu, odkryłem, że Kossak  ten właśnie obraz kopiował wielokrotnie dla swych znajomych i  nie wszystkie wykonane zostały z odpowiednia dbałością. Oprócz tego motywu Orląt, namalował też młodzież lwowską na Cmentarzu Łyczakowskim w innym układzie.


         

W garażu u szwagra  znalazłem gazetową reprodukcję  obrazu Kossaka, przedstawiającą Marszałka na Kasztance. Ponieważ żona chciała mieć ten obraz na ścianie, a żonie  nie odmawia się, więc zrobiłem jej taki prezent.




To jeden z pierwszych moich pejzaży jesiennych z rozlewiskiem . Lubię barwy jesieni, lubię wodę , lubię, jak wyobraźnia widza zaczyna działać i  dopatrywać się szczegółów w dali.




Murillo -"Święta Rodzina" . To już trzecia kopia w moim wykonaniu. Niestety, zdjęcie niezbyt dobrej jakości, wykonane telefonem komórkowym. Może będę miał lepsze.Przyznam się szczerze, że przy tym obrazie modliłem się , a do tych dwóch smarkatych aniołków mam szczególny sentyment.

Może innym razem  zaprezentuję inne prace. I tak dosyć na dzisiaj. Pozdrawiam.

piątek, 27 grudnia 2013

I znów koniec roku, i znów jestem starszy

                        Teodor Axentowicz "Młodość i starość"




    Dziękuję wszystkim za odwiedziny, za pozostawione tu komentarze i życzenia świąteczne. 
    Moje wpisy są ostanio rzadsze, bowiem jesienno zimowy czas prędzej upływa, a ja - wraz z mijającymi miesiącami życia - pracuję na zwolnionych obrotach.
    Właśnie  niedawno zorientowałem się, że czynność, którą wykonywałem jeszcze kilka lat temu w przeciągu pięciu minut, teraz  zajmuje mi ich piętnaście. Kiedyś tłumaczyłem sobie przyśpieszenie upływu czasu wymyśloną teorią "spirali czasu".
  Wyobraźmy sobie koło z narysowaną spiralą, której jeden koniec znajduje się na krawędzi, drugi zaś w centrum. Centrum to punkt wyznaczający  moment   naszej śmierci, a cała spirala  symbolizuje czas naszego życia. Rodząc się, znajdujemy się na jej początku, na krawędzi koła . W miarę kręcenia się koła, powoli przesuwamy się ku jego centrum po tej właśnie spiralnej linii, stanowiąc jednocześnie zewnętrzną granicę promienia  koła. Jak zauważymy, w miarę zbliżania się do centrum, promień  koła  naszego życia bedzie się zmniejszał , ale obrót nasz będzie się wydawał szybszy. Czy tak jest naprawdę? Do niedawna tak mi się wydawało. 



    Od czasu, gdy przeszedłem na emeryturę i zaczęły mi wypadać z ręki różne przedmioty, gdy musiałem schylać się po nie, albo - gdy zastanawiałem się nad kolejną czynnością, zrozumiałem, że tajemnica upływu czasu jest inna : po prostu, starzeję się i wolniej wykonuję wszystko, ręce nie są już tak zgrabne, umysł też nie taki sprawny jak niegdyś.  Gdy patrzę w lustro, widzę człowieka już nieco znużonego ( paradoksalnie -  korzystniej wyglądam wieczorem niż rankiem) i zastanawiam się, czy ten facet po drugiej stronie to ja, czy też  ktoś inny. Jednak ruchy  są moje, dziurka w brodzie - jeden z mych atutów i znaków rozpoznawczych - również moja , łysina, którą zdążyłem polubić, także należy do mnie. Zatem , choć ten facet trochę postarzał się fizycznie, to jestem  nim  na pewno ja - z tym samym uśmiechem szerokim i duchem młodzieńczym, który jednak nie starzeje się. 
 

    Jak  czasem pozory mylą... Czując się wewnętrznie  młodym, stanąłem w wypełnionym wiernymi  kościele. Nie szukałem wolnego miejsca, bowiem zbiłem w lecie trochę wagi i stanie podczas Mszy św. nie było przykre dla moich nóg oraz kręgosłupa. Zresztą, i tak bym długo nie siedział, gdybym zauważył stojącą niedaleko kobietę, nawet młodszą od siebie. Tak zostałem wychowany od dziecka. Czasem, ustępując miejsca kobiecie, zawstydzałem mimowolnie młodych "samczyków" rozsiadających się wygodnie na krzesłach.
    Otóż, jakie było moje zaskoczenie i zażenowanie jednocześnie, gdy poczułem lekkie pociagnięcie za rękaw. To kilkanaście lat (zapewne) młodsza ode mnie kobieta  zaprosiła mnie do ławki na swoje miejsce . Na nic zdało się moje tłumaczenie : "dziekuję bardzo, dobrze sie czuję,  niech pani siedzi, ja postoję" - kobieta owa usiąść  już nie chciała i z ciepłym  uśmiechem na twarzy, zdecydowanie wskazała mi moje miejsce. Musiałem usiąść, choć nieswojo się czułem. I wówczas uświadomiłem sobie, że rzeczywiście muszę wygladać już staro w oczach bliźnich, zatem muszę też zachowywać sie poważniej, jak na staruszka przystało. 
 (Fotografie z zasobów Google)