Jesienne zaganianie
"Minął sierpień,
minął wrzesień,
znów październik
i ta jesień ..." - śpiewał Wiesław Michnikowski.
Bardzo lubię tę piosenkę, a jej wykonawca wzrusza mnie do łez.
Ostatnio jesień zaprzątnęła moją uwagę, podkręcając i tak już napięty czas.
Dlatego byłem nieobecny.
Przenosiłem swoją pasiekę na działkę, o czym pisałem w "Przedśpiewie".
Miałem przez kilka dni wizytę rzadkich, ale bardzo miłych gości z rodziny, więc i na internetowe spotkania nie było czasu. Goście pomagali mi przy zbieraniu orzechów i napstrykali przy okazji trochę fotek z pasieki.
Tu właśnie nazbierałem trochę orzechów miedzy ulami
A tu "ktoś" mi podjada maliny. Smacznego, miły Gościu!!!
Miałem jeszcze imprezę rodzinną, na którą zjechało w gościnę 18 osób, a ta impreza zawsze jesienią wypada. Było wesoło i ciepło, bo rodzinnie.
Dzisiaj spędziłem czas na działce , budując ze szwagrem magazyn pasieczny jako przybudówkę do altanki .Szkielet już jest pokryty blachą i chcę w tym tygodniu wszystko zakończyć. Czeka mnie jeszcze nawożenie i przekopywanie działki. Zawsze w tym czasie, podczas kopania słuchałem klangoru odlatujących żurawi. Teraz odleciały nieco wcześniej. Liczę że piękna pogoda utrzyma się dłużej. Dziś po raz pierwszy ujrzałem babie lato.A moje dziewczyny radośnie latały, przynosząc jeszcze pyłek Jutro muszę zrobić im ostatni przed zima przegląd i sprawdzić stan zapasów. na brak zajęć nie będę narzekał. Żeby tylko ktoś jeszcze przyczynił czasu....
Ten blog dotyczy spraw , którymi żyję ja i świat. Nie jest to typowy pamiętnik,a raczej notatnik pełen przemyśleń dotyczących tego, co mnie w życiu spotyka. Chcę pokazać, że życie może być piękne mimo różnych dramatycznych sytuacji.
Popularne posty
-
Już jestem. Po dłuższej przerwie spowodowanej normalnym brakiem czasu i zmienną pogodą mającą duży wpływ na samopoczucie, mogę z...
-
Moje pszczoły, moje dziewczyny Już maj w pełni, zima niedawno odeszła, czyniąc wiele szkód , także w pasiekach, o czym informował ostatn...
-
Witam po dłuższej przerwie. Czasem uciekam od wszystkiego w zupełnie inny świat, o którym, będąc dzieckiem, marzyłem (o czymże jeszcze...
-
Przenosiny Witam wszystkich moich Przyjaciół z blogowego świata na nowym blogu. To tak, jakbym przeniósł się do innej miejscowości, no...
-
" Więcej niż miód" - rewelacyjny film o pszczołach nie tylko dla pszczelarzy Uczestniczyłem w ub. niedzielę w projekcj...
-
Jesienne zaganianie "Minął sierpień, minął wrzesień, znów październik i ta jesień ..." - śpiewał Wiesław Michnikowski. ...
-
I znów koniec roku, i znów jestem starszy Teodor Axentowicz "Młodość i starość" Dziękuję wszy...
-
Moje pszczoły To, że rzadko ostatnio dokonuję wpisów, spowodowane jest m.in. pracą na działce i w pasiece. Trwa sezon pszczelarski, wi...
-
O takich pannach, co niebieskie oczka mają Zdjęcie z zasobów GOOGLE Nasze znajome blogerki: Łucja ("Szkiełkiem, okiem i serce...
środa, 9 października 2013
wtorek, 17 września 2013
Powiat miodem płynący
Udała się nam impreza, choć przełożona z czerwca na wrzesień z powodu tamtejszej niepogody.Wprawdzie i w niedzielę pokropiło , ale niewiele i ludzie bawili się znakomicie. Współorganizatorzy spisali się na piątkę.
Szkoda tylko, że powiatowo-gminno-pszczelarska uroczystość zbiegła się z tą najważniejszą, jaka miała miejsce w Jarosławiu na Rynku, gdzie abp Tadeusz Gocłowski dokonywał rekoronacji cudownej Figury Matki Bożej Bolesnej, Pani Jarosławskiej (można zobaczyć relację , klikając w GOOGLE na stronę oo.Dominikanów w Jarosławiu https://picasaweb.google.com/jaroslaw.dominikanie/RekoronacjaCudownejPietyMatkiBozejBolesnejPaniJarosAwskiej). Niestety nie mieliśmy wpływu na datę naszej imprezy, ale i tak w uroczystościach jarosławskich uczestniczył pszczelarski poczet sztandarowy z naszego Koła.
Po Mszy św. mieliśmy w sali gimnastycznej Gimnazjum panel szkoleniowy dla pszczelarzy i sympatyków pszczelarstwa. Miałem również okazję wystąpić z referatem na temat właściwości leczniczych produktów pszczelich i o dziwo, nie uśpiłem nikogo ( czego obawiałem się najwięcej) . Pozwoliło mi to w pewnym sensie otrząsnąć się z bolesnych przeżyć minionego tygodnia.
Było ciekawie, co widać na obrazkach (gdzieś i ja jestem, ale to do odgadnięcia), jeśli klikniecie odpowiedni link strony Starostwa Powiatowego w Jarosławiu:
http://www.starostwo.jaroslaw.pl/aktualnosci/item/1457-slodka-niedziela-w-ro%C5%BAwienicy.html
Udała się nam impreza, choć przełożona z czerwca na wrzesień z powodu tamtejszej niepogody.Wprawdzie i w niedzielę pokropiło , ale niewiele i ludzie bawili się znakomicie. Współorganizatorzy spisali się na piątkę.
Szkoda tylko, że powiatowo-gminno-pszczelarska uroczystość zbiegła się z tą najważniejszą, jaka miała miejsce w Jarosławiu na Rynku, gdzie abp Tadeusz Gocłowski dokonywał rekoronacji cudownej Figury Matki Bożej Bolesnej, Pani Jarosławskiej (można zobaczyć relację , klikając w GOOGLE na stronę oo.Dominikanów w Jarosławiu https://picasaweb.google.com/jaroslaw.dominikanie/RekoronacjaCudownejPietyMatkiBozejBolesnejPaniJarosAwskiej). Niestety nie mieliśmy wpływu na datę naszej imprezy, ale i tak w uroczystościach jarosławskich uczestniczył pszczelarski poczet sztandarowy z naszego Koła.
Po Mszy św. mieliśmy w sali gimnastycznej Gimnazjum panel szkoleniowy dla pszczelarzy i sympatyków pszczelarstwa. Miałem również okazję wystąpić z referatem na temat właściwości leczniczych produktów pszczelich i o dziwo, nie uśpiłem nikogo ( czego obawiałem się najwięcej) . Pozwoliło mi to w pewnym sensie otrząsnąć się z bolesnych przeżyć minionego tygodnia.
Było ciekawie, co widać na obrazkach (gdzieś i ja jestem, ale to do odgadnięcia), jeśli klikniecie odpowiedni link strony Starostwa Powiatowego w Jarosławiu:
http://www.starostwo.jaroslaw.pl/aktualnosci/item/1457-slodka-niedziela-w-ro%C5%BAwienicy.html
środa, 4 września 2013
(Nie)wesołe jest życie staruszka
Kiedy na niedawnym weselu wodzirej zadedykował taniec kolejny parze seniorów (jedynej na tym przyjęciu), biegałem oczyma po sali, szukając adresatów dedykacji, gdy nagle uświadomiliśmy sobie z żoną, że wszyscy weselnicy serdecznie uśmiechają się do nas, bijąc brawo. No to poszliśmy w tan, kręcąc walca i choć nie jestem tancerzem nawet trzeciej klasy, to w tym momencie pokazałem młodym, jak senior tańczy (nawet małżonka mnie pochwaliła).
Dziś spotkałem w sklepie parę swoich uczniów. Są małżeństwem właściwie od szkoły średniej. Pamiętam, jak sekundowałem im po cichu, obserwując ich podczas lekcji, na przerwach, na wycieczkach; wydawało się , że są właśnie dla siebie stworzeni. Wieźli w wózku na zakupy trzyletniego chłopczyka
- Dzień dobry panie profesorze! Co u pana słychać!
- Witam was! Dobrze się czuję jak na emeryta. - Dałem im do zrozumienia, że sporo czasu minęło od naszego ostatniego spotkania. - A co u Was? Widzę, że macie fajnego synka. To chyba najmłodszy?. Cześć, mały! - wyciągnąłem dłoń do malca, który akurat zainteresowany był czymś innym i zupełnie mnie zlekceważył.
- Michaś, podaj panu rączkę... no daj babci tę zabawkę i przywitaj się z panem - zwróciła się do niego babcia... (no właśnie, jak ona ma na imię? nawet nie pamiętam ich nazwisk).
Porozmawialiśmy chwilę i pożegnaliśmy się raczej z mej inicjatywy, gdyż nie chciałem, by w trakcie dłuższej rozmowy wydało się, że z moją pamięcią nie jest w porządku. Ale, o ile tę lukę pamięciową mógłbym wytłumaczyć jako coś normalnego u nauczyciela, który nie musi pamiętać setek swoich uczniów, to przeraziło mnie coś innego: jestem już starym człowiekiem. Moi uczniowie są dziadkami, o czym miałem okazje dopiero co się przekonać, a w grupie weselników jestem jedynym seniorem. A mnie się zdawało, że jestem nadal taki sam , jak przed czterdziestu paru laty, gdy wchodziłem w dorosłe życie, gdy mogłem wszystko, brałem się za różne wielkie sprawy, nie bacząc na ich ciężar.
Dziś smaruję maścią na noc bolące od przesilenia ręce, obolałe z dźwigania nadwagi nogi, co chwilę zmieniam pozycję , by choć trochę ulżyć kręgosłupowi, nachylam głowę, by lepiej usłyszeć rozmówcę i wykonuję wiele innych czynności starego człowieka. I choć z natury jestem pogodnym Tomaszem, czasem na śmiech nie mam odwagi (albo ochoty).
Kiedy na niedawnym weselu wodzirej zadedykował taniec kolejny parze seniorów (jedynej na tym przyjęciu), biegałem oczyma po sali, szukając adresatów dedykacji, gdy nagle uświadomiliśmy sobie z żoną, że wszyscy weselnicy serdecznie uśmiechają się do nas, bijąc brawo. No to poszliśmy w tan, kręcąc walca i choć nie jestem tancerzem nawet trzeciej klasy, to w tym momencie pokazałem młodym, jak senior tańczy (nawet małżonka mnie pochwaliła).
Dziś spotkałem w sklepie parę swoich uczniów. Są małżeństwem właściwie od szkoły średniej. Pamiętam, jak sekundowałem im po cichu, obserwując ich podczas lekcji, na przerwach, na wycieczkach; wydawało się , że są właśnie dla siebie stworzeni. Wieźli w wózku na zakupy trzyletniego chłopczyka
- Dzień dobry panie profesorze! Co u pana słychać!
- Witam was! Dobrze się czuję jak na emeryta. - Dałem im do zrozumienia, że sporo czasu minęło od naszego ostatniego spotkania. - A co u Was? Widzę, że macie fajnego synka. To chyba najmłodszy?. Cześć, mały! - wyciągnąłem dłoń do malca, który akurat zainteresowany był czymś innym i zupełnie mnie zlekceważył.
- Michaś, podaj panu rączkę... no daj babci tę zabawkę i przywitaj się z panem - zwróciła się do niego babcia... (no właśnie, jak ona ma na imię? nawet nie pamiętam ich nazwisk).
Porozmawialiśmy chwilę i pożegnaliśmy się raczej z mej inicjatywy, gdyż nie chciałem, by w trakcie dłuższej rozmowy wydało się, że z moją pamięcią nie jest w porządku. Ale, o ile tę lukę pamięciową mógłbym wytłumaczyć jako coś normalnego u nauczyciela, który nie musi pamiętać setek swoich uczniów, to przeraziło mnie coś innego: jestem już starym człowiekiem. Moi uczniowie są dziadkami, o czym miałem okazje dopiero co się przekonać, a w grupie weselników jestem jedynym seniorem. A mnie się zdawało, że jestem nadal taki sam , jak przed czterdziestu paru laty, gdy wchodziłem w dorosłe życie, gdy mogłem wszystko, brałem się za różne wielkie sprawy, nie bacząc na ich ciężar.
Dziś smaruję maścią na noc bolące od przesilenia ręce, obolałe z dźwigania nadwagi nogi, co chwilę zmieniam pozycję , by choć trochę ulżyć kręgosłupowi, nachylam głowę, by lepiej usłyszeć rozmówcę i wykonuję wiele innych czynności starego człowieka. I choć z natury jestem pogodnym Tomaszem, czasem na śmiech nie mam odwagi (albo ochoty).
czwartek, 1 sierpnia 2013
Co rok o tej porze
Przypominam ten wiersz, bowiem jest on aktualny w każdą rocznice tego pamiętnego wydarzenia. Wszelkie próby podważania sensu ówczesnego zrywu patriotycznego są wyrazem niezrozumienia historii i ducha naszego Narodu.
Co rok o tej porze
Co rok o tej porze
widzę Was,
jakby to dzisiaj było:
w sierpniowym słońcu
przemykających postaci cienie
pod murem kamienic,
na barykady pośpiesznie
stawianej stos.
Skupione w napięciu myśli,
co lecą dalej,
gdzie czai się wróg,
rysują czoła młodzieńcze
bruzdą,
a ona
troskę zawiera
i ...”głupią miłość”
– jak mówił jeden z Was -
do „wielkich spraw”.
-Hej! Chłopcy, dziewczęta!
Bagnet na broń! – jak brzmi ta piosenka
wśród dymu pożarów
i trzasku wystrzałów,
i huku bomb…
I często świst
z piersi otwartej
łączy modlitwę i jęk,
a serce
wyskoczyć już chce,
by jeszcze
pożegnać się z matką,
co łzy już wylane
zebrała w stągwie żałobne,
stawiane
jak znaki ofiarne
dla przyszłych pokoleń.
Spod czapki zbyt wielkiej
czy hełmu -
dziecięcy, skupiony wzrok;
wpatruje się w przestrzeń zamkniętą
przez ogień, ruiny i krew ,
by skoczyć …i zdążyć…
z rozkazem
lub listem miłosnym
pisanym w pośpiechu
na gruzach,
co dymią i drżą,
nim noc go ogarnie
i kirem odgrodzi od zła.
-----------------------------
Mnie wówczas nie było,
lecz znałem - syn późny –
opowieść
o chłopcach, dziewczętach
i małych żołnierzach,
zbyt wcześnie
do śmierci dojrzałych.
Was dzisiaj wspominam
z wdzięcznością za tamtą
sierpniową ofiarę,
niepomny na głosy, co zawsze
przeczyć próbują daremno,
Miłości stawiając rachunek.
Ja wiem,
co to Miłość bez granic,
gdy serce się kłóci z rozumem,
gdy trzeba na śmierć
iść po kolei
j a k k a m i e n i e
p r z e z B o g a r z u c a n e
n a s z a n i e c.
1-2 sierpnia 2011 r.
wtorek, 25 czerwca 2013
Przenosiny
Przenosiny
Witam wszystkich moich Przyjaciół z blogowego świata na nowym blogu. To tak, jakbym przeniósł się do innej miejscowości, nowego domu, zostawiając za sobą przeszłość. Do przeszłości też wraca się co jakiś czas, dlatego też nie likwiduję blogów w WP. Jak nastaną lepsze czasy, to i tam coś opublikuję. Tu przybyłem za przyjaciółmi, którzy też kiedyś podjęli podobną decyzję o przeprowadzce. Zatem, jestem wśród swoich Ziomali.
Teraz parę słów wyjaśnienia odnośnie tytułu. Tytuł "Życie i róża" wiąże się z trzema Przyjaciółkami - założycielkami naszej Partii Czerwonych Kapturków: Krysia-Laurą, Hanią-Malinką i Bożenką-Obserwatorką, pozostającą w moim sercu nadal Promyczkiem. Dlaczego? One wiedza najlepiej, a czytelnicy ich blogów tez domyślą się. To tytuł wiersza wybranego z ofiarowanego mi przez Bożenkę tomiku pięknych przemyśleń wyrażonych poezją i prozą, zatytułowanego "Wieczorne wytchnienia" (często do niego zaglądam). Ten tytuł zobowiązuje mnie do pisania o życiu i pięknie, którego odzwierciedleniem jest róża.
Jeszcze blog ten przypomina dopiero co zagospodarowywane mieszkanie, jeszcze nic nie jest poukładane jak należy, ale już zapraszam na "parapetówkę"
Witam wszystkich moich Przyjaciół z blogowego świata na nowym blogu. To tak, jakbym przeniósł się do innej miejscowości, nowego domu, zostawiając za sobą przeszłość. Do przeszłości też wraca się co jakiś czas, dlatego też nie likwiduję blogów w WP. Jak nastaną lepsze czasy, to i tam coś opublikuję. Tu przybyłem za przyjaciółmi, którzy też kiedyś podjęli podobną decyzję o przeprowadzce. Zatem, jestem wśród swoich Ziomali.
Teraz parę słów wyjaśnienia odnośnie tytułu. Tytuł "Życie i róża" wiąże się z trzema Przyjaciółkami - założycielkami naszej Partii Czerwonych Kapturków: Krysia-Laurą, Hanią-Malinką i Bożenką-Obserwatorką, pozostającą w moim sercu nadal Promyczkiem. Dlaczego? One wiedza najlepiej, a czytelnicy ich blogów tez domyślą się. To tytuł wiersza wybranego z ofiarowanego mi przez Bożenkę tomiku pięknych przemyśleń wyrażonych poezją i prozą, zatytułowanego "Wieczorne wytchnienia" (często do niego zaglądam). Ten tytuł zobowiązuje mnie do pisania o życiu i pięknie, którego odzwierciedleniem jest róża.
Jeszcze blog ten przypomina dopiero co zagospodarowywane mieszkanie, jeszcze nic nie jest poukładane jak należy, ale już zapraszam na "parapetówkę"
Subskrybuj:
Posty (Atom)

